Taka nazwa...

Dlaczego "adameria"?

Zaraz, zaraz... to się kojarzy ze słowami: cafeteria, drogeria, pasmanteria, fanaberia, kokieteria, histeria, itp.
W tej witrynce - ma prawo.
Będzie raczej okołomuzycznie. Choć nie zawsze,
a na dodatek widziane subiektywnie.
Zapraszam. Każdego kto tu zajrzy - pozdrawiam. Wszak ważne jest podzielenie się... z Wami.A na koniec - postaram się nie wymądrzać. Uda się:-)?

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płytki dziesięciolatki 2000-2009. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Płytki dziesięciolatki 2000-2009. Pokaż wszystkie posty

piątek, 5 lutego 2010

Kate Bush - Aerial


Czy ktoś się spodziewał innego wyboru z mojej strony? Raczej nie.
Album tworzą 2 płyty.
Pierwsze CD nie stanowi jakiejś całości, a rozpoczyna je jedyny oficjalny singiel, jaki pamiętam z List Przebojów. "King Of The Mountain" jest poświęcony Elvisowi Presleyowi. Po nim usłyszymy mój ulubiony blok utwórów. Cóż, "Pi", w którym zachwyt nad liczbą i okręgiem bez  początku i końca, jest dla mnie w pełni uzasadniony, zwłaszcza biorąc pod uwagę to czym się zajmuję na co dzień. "Bertie", na którym muzyka jest jakby przeniesioną z czasów staroangielskich dworów (tak to sobie wyobrażam), w istocie jest poświęcona Synowi Kate Bush. Na "Mrs. Bartolozzi" okazuje się, że nawet pralka jest dobrym tematem do piosenki, ale to tylko pretekst, ponieważ w codziennych czynnościach kryje się tęsknota za kimś/czymś nieuchwytnym, kogo/czego w rzeczywistości nie ma. Tak pięknie wyśpiewane Washing machine. W kolejnej piosence "How To Be Invisible" Artystka śpiewa o własnej recepcie na zniknięcie, odsunięcie się w cień - oby nie na następne 12 lat. Czyżby "Joanni" był poświęcony Joannie Dark? Może mnie się tylko zdaje, ale wyraźnie słyszę rytm wojsk, mimo, że tak delikatnie zaznaczony. Utwór "A Coral Room" nawiązuje już do drugiego albumu - wydaje się, że jest pomostem do niego.  Jakby już opis obrazu z podwodnego świata, ale jednocześnie utwór poświęcony Mamie. Spokojny fortepian i śpiew - to już chyba typowe dla Kate Bush.
Drugie CD rozpoczyna się od przepięknego "Prelude" z odgłosem gruchania gołębi, dźwięków fortepianu i dziecka, które wprowadza w klimat - dzień pełen ptaków, a gruchanie to słowa... Dla mnie nierozłączną kontynuacją tegoż wprowadzenia jest "Prologue". Romantyczny bezkres,  droga przez morze bez końca, muzyka wciąż maluje obraz, jakby ten z okładki, ale jeszcze nie w tych odcieniach. What a lovely afternoon. Pianissimo. Potrzeba wyciszenia. Okazuje się, że jest jakiś malarz, artysta, którego słuchacz obserwuje na "An Architect's Dream" i ta obserwacja jawi się coraz mocniej w naszej wyobraźni. Bajeczny bezkres. "The Painter's Link" pozwala na łagodne przejście do kolejnego obrazu (ups! utworu), ponieważ jak śpiewa malarz, a potem powtarza chór - all the colours run. Bieg tych kolorów maluje zachód słońca ("Sunset"). Obraz  jednak pozostał ten sam, zmieniły się tylko jego niektóre elementy. Słuchając wciąż jesteśmy nad morzem, a zachód powoduje, że tak chmury, jak i woda ma ciepłą, złoto-żółtą barwę. Świetnie wpisuje się tutaj rytm i chór na końcu utworu, który przypomina wycieczkę w rejony hiszpańsko-południowo-amarykańskie. Ja też przyklasnąłem. "Somewhere In Between" i nadal podróżujemy gdzieś pomiędzy Niebem a Ziemią, pomiędzy chmurami a wodą. Mnie uzmysławiają to zwłaszcza smyki , które narastają i gasną raz po raz gdzieś w tle. Słońce zachodzi. Goodnight sun. Zapada zmrok. Tysiące, miliony gwiazd na niebie. "Nocturn" to chyba sen, opowiadanie o nim. Zanurzamy się pod wodę, wyłaniamy się, znów w dół i górę. Tak jakbyśmy mieli skrzydła. A może to my jesteśmy jakimś ptakiem. Jednak takim, który obserwuje tu i tam. All the time it's a changing. Nie ma już stałego punktu odniesienia, muzyka również przenosi  nas tu i tam. Pytanie Autorki postawione w czasie tytułowego "Aerial" o to, jakiż to język, jest używany pozostaje bez odpowiedzi, ponieważ moim zdaniem każdy słuchacz narysuje (tak, narysuje!) swój obraz odbioru tego muzycznego cuda, stworzonego w przypływie zachwytu przyrodą. Nr 2 to jest niewątpliwie koncept-album, a jego celem jest uchwycenie jawiącej się nam krajo-wy-obraźni. 
Napiszę jeszcze raz: NIE-SA-MO-WI-TOŚĆ! 

środa, 3 lutego 2010

Płyty dziesięciolecia - ŁAGODNE NUTY - Zagranica

To jest post, który składam i edytuję już od ponad miesiąca. Nareszcie doczekał się publikacji. Nie jestem "specem" od tych klimatów (odsyłam do audycji autorskich Marka Niedźwieckiego), ale jestem w stanie przedstawić swój punkt widzenia. Wygląda on (ten punkt) tak:

Basia - It's That Girl Again (Universal Music Group, 17.04.2009)
Praktycznie solowy powrót po ponad 10 latach. Ale za to jaki powrót! Płyta, która od samego początku do ostatniej nuty nastraja bardzo pozytywnie. Nie zmieniają tego nawet wolniejsze piosenki. Energia jaka płynie z rytmów nie tylko latynowskich i lekkość jaka unosi perfekcyjnie skomponowanymi melodiami dają na co dzień przysłowiowego "kopa" po każdym przesłuchaniu. Smaczniejsze niż kawa! Jakże cieszy mnie fakt, że Basia Trzetrzelewska jest naszym polskim "towarem eksportowym". Miałem problem z zakwalifikowaniem, ale uznałem, że to śwatowy format. Wszak mamy do czynienia z "towarem" znakomitej jakości, ze światowym certyfikatem, ciągle świeżym, ciągle tym z najwyższej półki. Skojarzenia, może jak ze sklepu, ale kto jeszcze nie kupił tej płyty, ten powinien nadrobić tą zaległość.
MOJE PAŁERPLEJE: If Not Now Then When, Blame It On The Summer, Two Islands, Amelki Śmiech

Kate Bush - Aerial (EMI Music, 08.11.2005) 
Kolejny wielki, studyjny powrót przez duże P. Po 12 latach pojawił się podwójny materiał, który rozłożył mnie na łopatki. Pierwszy raz słuchałem tej płyty w całości na poddaszu szkockiego domu z dużym oknem otwieranym od dołu skierowanym w stronę podwórza w wieczornym półmroku leżąc po całym dniu pracy. Jakiż to był odpoczynek... Czasem nie trzeba się silić, wystarczy usiąść za fortepianem, mieć taki głos jak Kasia Krzaczek i komponować nutę za nutą w sposób tak doskonały jak można usłyszeć na tej płycie. A zarzuty o braku nowoczesności, które od kogoś słyszałem, są niczem wobec tejże ponadczasowej muzyki. Niesamowitość.
MOJE PAŁERPLEJE: Pi, Bertie, Mrs. Bartolozzi, Prelude/Prologue, Sunset, Nocturn, Aerial

Katie Melua - Piece By Piece (Dramatico/4ART, 26.09.2005)
Nie premiera, a jednak dopiero ten album przyniósł wielki przebój i sławę. Uroda. Uroda w głosie. Uroda w piosenkach. Uroda w nutach! Kobieca uroda. Mimo, że czasem muzyka zahacza o elementy bluesa, to wciąż tworzy umiarkowany klimacik. Bez zbędnego napuszania się... wychodzi poza kanon spotykany w tego rodzaju muzyce. Katie ma konkurencję, którą także lubię, jednak z którą świetnie sobie radzi. Dużą przewagę daje jej... głos czysty jak łza. Ach, ten cover. Jej wizyta w czasie Listy w 2008 roku pozostanie bardzo pozytywnym wspomnieniem. Kto by pomyślał - brytyjsko-gruźińska zapowiedź piosenek...
MOJE PAŁERPLEJE: Nine Million Bicycles, Piece By Piece, Blue Shoes, Just Like Heaven

Seal - Seal IV (Warner Bros, 09.09.2003)
Pop. W najlepszym wydaniu. Jednocześnie lekki i ambitny. Co takiego ten facet ma głosie? Głos jak milion dolarów, parafrazując powiedzenie. Nie można przejść obojętnie obok. Zastanawiałem się czy umieścić tutaj tą płytę. Nie tą, to którą? Ja nie mam lepszej kandydatury, a towarzystwo Pań (powyżej) nie może być osamotnione, dlatego w pełni zasłużenie, uzupełnieniem jest płyta tego charakterystycznego Pana. Jego muzyka także powoduje blizny w moim układzie nerwowym. Blizny, które same się leczą, goją i cieszą swoją obecnością. Do posłuchania w gronie gości, w aucie i do wsłuchania się w całkowitej ciemności. Ciemno-jasny koloryt. Taka nutna barwa.
MOJE PAŁERPLEJE: Love's Divine, My Vision, Let Me Roll, Loneliest Star

And the winner is...

poniedziałek, 11 stycznia 2010

Myslovitz - Korova Milky Bar



Ciężko będzie napisać cokolwiek nowego o tej płycie, ponieważ jest ona przeanalizowana na wszystkie strony tak w warstwie muzycznej, jak i tekstowej. Niemniej jednak jako jednej z "Płyt dekady" (w moim przekonaniu) przedstawię tutaj swój punkt... odbioru. Muzyka w niej zawarta towarzyszyła mi na tyle intensywnie w pewnym okresie życia, że nie mógłbym uznać inaczej. Bywało, że słuchałem jej po kilka razy dziennie i nie było momentu, abym odczuł jakiekolwiek znużenie z tego powodu. W zasadzie na tej myśli mógłbym skończyć całą tą pisaninę. To co wybrzmiewało z lasera jadącego wokół płyty o tytule "Korova Milky Bar" raz było tłem do wykonywania codziennych czynności, a innym razem było odsłuchiwane w ciszy i skupieniu.
Początek płyty to dwa radiowe przeboje. Już sam tekst utworu "Sprzedawcy marzeń" świetnie wprowadza w klimat płyty. Równie reprezentatywna jest muzyka - na dobry początek. "Acidland" jako nieliczny daje pozytywne przesłanie, ponieważ potem będą poruszane różne problemy... Problemy człowieka, który może mieć kłopoty sam ze sobą, ale również otoczenie nie daje pozytywnych sygnałów. Tytułowy "Korova Milky Bar" został ponoć napisany w wyniku inspiracji filmem "Mechaniczna pomarańcza". Któż z nas nie czuł się jak "coś na prąd". Natomiast fragment "Jak na imę masz i co brałeś dziś" odnosi się do przykrej rzeczywistości klubowej (nie byłem i nie bywam w klubach, ale mogę sobie to wyobrazić!). "Mózg wysycha, pomóż mi" to apel o wyrwanie się z takiej rzeczywistości. Uwagę zwraca rytm i konstrukcja tego najkrótszego utworu na płycie. Kolej na moją ulubioną "Wieżę melancholii". Tyłuł może kojarzyć się z przebojem Sztywnego Pala Azji. "Tylko pstryk i już nie ma mnie". Akurat z tym tekstem mógłbym się nawet utożsamiać. Nieraz chciałem się gdzieś głęboko schować. Atmosferę podtrzymują klawisze, które grają w tle. "Za zamkniętymi oczami", "Klika błędów popełnionych przez dobrych rodziców" i "Siódmy koktajl" poruszają problemy człowieka zamkniętego w sobie i jednocześnie dostrzegającego szare. poszarzałe otoczenie - wewnętrzne obawy, zawód wobec rodziców, ludzkie wyrachowanie, polityka. Cóż, tematyka znana i to z 1979 roku, kiedy to Roger Waters śpiewał o kolejnych cegłach. Widać na świecie wiele się nie zmieniło pod tym względem. "Nigdy nie znajdziesz sobie przyjaciół jeśli nie będziesz taki jak wszyscy" odbieram jako opowieść o wyścigu szczurów - w pracy, wśród znajomych... "No i co? Spójrz na siebie, powiedz kim ty jesteś?" Ile razy zadawaliście sobie to pytanie?  Muzyka nabiera rozpędu i "W 10 sekund przez całe życie" to chyba najbardziej dynamiczny fragment na płycie. Choć zwolnienie i tekst refrenu dobitnie daje sygnał, że warto się zatrzymać w swojej życiowej pogoni. "Chciałbym umrzeć z miłości" to niestety utwór "zajechany" przez stacje radiowe i pewien telewizyjny serial. Również teledysk budził kontrowersje. Mimo to, wartość muzyczna tej ballady i nieomal akademickie podejście do tematu sprawiają, że nadal jest on perełką na płycie. Cóż, ja dostrzegam  mistrzostwo także w kolejnym utworze. "Szklany człowiek" - "nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart". Ludzkie zagubienie i deprecha osiągają apogeum. Po kilkuminutowej przerwie można posłuchać jeszcze "Pocztówki z wakacji". Tęsknota za drugą osobą. Kolejna, piękna ballada. Utwór o tyle wyjątkowy, że na wokalu zamiast Artura Rojka pojawia się Przemysław Myszor.
Choć nadal w instrumentarium podstawę stanowią gitary, to Myslovitz na tej płycie nie stroni od elektroniki i efektów, jakie można przy jej pomocy uzyskać. Mieszanka dynamicznych kawałków z balladami, stylistycznie przypominająca okolice na przykład radiogłowych (podobno ;-) ). Jednak nie tylko, ponieważ ja poczułem klimaty  The Cure, Joy Division albo Republiki. Trudno tu porównywać i nie podejmuję się tego. W końcu każdy artysta ma jakieś inspiracje i prawdziwą sztuką jest je odpowiednio wykorzystać. Na tej płycie udało się to zrealizować znakomicie. 
Nie polecam tej płyty ludziom, którzy mają jakieś wewnętrzne kłopoty, itp. Chyba, że ktoś chce się celowo zdołować. Tematyka niezbyt wesoła, tak jak problemy, z którymi boryka się współczesny człowiek. Ja słucham jej nieco z dystansu, choć muzycznie to są "moje" klimaty. Istnieje przecież lekarstwo na bolączki, ale o tym innym razem... 

piątek, 8 stycznia 2010

Płyty dziesięciolecia - SOLIDNE BRZMIENIE - Kraj

Wreszcie moglem się zebrać do napisania...
Znaczenie słowa "nominacja" zostało zdeformowane przez pewne reality-show i warto przywrócić mu właściwy sens. Gdybym miał wybrać (nominować?) najlepsze płyty w - nazwijmy to - kategorii "SOLIDNE BRZMIENIE", wówczas lista polskich płyt minionej dekady według mnie wyglądałaby jak poniżej. Starałem się wybrać te płyty, które najbardziej utkwiły w mojej muzycznej pamięci i mają dla mnie szczególne znaczenie. Poniższy zestaw, mimo kategorii, może być dla niektórych zbyt różnorodny, ale chyba na tym polega jego siła.

Armia - Freak ( Isound Labels - EMI Music Poland, 27.11.2009)
Najnowsza płyta Armii, a już stanowi dla mnie w swej odmienności i przebogatym brzmieniu instrumentalnym świeży, wschodni wiatr... muzyczny. W efekcie, być może, spowoduje ona jeszcze ciekawsze i nowatorskie łączenia stylów muzycznych z pozornie innych planet w wykonaniu innych zespołów. Mocna perkusja i bas, powtarzane frazy, dźwięki saksofonów. Pogłos. Niecodzienna jest również wymowa i przekaz tego materiału. Przejście na drugą stronę.
MOJE PAŁERPLEJE: You Know I Am, Green, Freak, The Other Side.



Hey - MTV Unplugged (QL Music - Universal, 05.11.2007)
Zdawałem sobie sprawę, że ten koncert będzie niesamowity, ale to wydawnictwo chyba przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Faktem jest, że setlista to swoiste "Best of". Jednak tak zmienione aranżacje, udział gości i samo przygotowanie trzonu zespołu, na czele z charyzmatycznym śpiewem, dały efekt piorunujący. Każdy, kto śledzi akustyczne koncerty powinien mieć tą płytę na swojej półce. Finezja, atmosfera i pomysł. Pomysł na aranż. Prawdziwe koncertowe brzmienie. Trzeba odnotować, że to druga płyta na polskim rynku wydana pod oryginalnym szyldem "MTV Unplugged" (nieliczne przedsięwzięcie stacji telewizyjnej, które uczyniło świat muzyki bogatszym).
MOJE PAŁERPLAJE: Ho, Mru mru, Cudzoziemka, Zazdrość


Reni Jusis - Trans Misja (Pomaton EMI , 22.08.2003 )
Muzycznie na tej płycie Reni Jusis osiągnęła pewien pułap możliwości wykorzystania środków, które pojawiły się już na poprzedniej płycie. Tu wydaje się ono (to wykorzystanie) nieomal doskonałe. Połączenie muzyki elektronicznej i tanecznej z jednoczesnym zachowaniem walorów artystycznych. Na płycie można usłyszeć bogate, przestrzenne brzmienie. Podane ze smakiem. W moim przekonaniu wielu artystów pop może inspirować się tą płytą. Dzisiaj także.
MOJE PAŁERPLAJE: Wynurzam się, Kiedyś cię znajdę, W zwolnionym tempie, Trans misja


Lao Che - Powstanie Warszawskie (Ars Mundi, 03.2005)
Już sama inicjatywa realizacji takiego projektu jest godna podziwu. Koncept-album przedstawiający wydarzenia z Warszawy 1944 roku, nie w sposób pompatyczny, ale z młodzieńczą werwą i polotem.
Dotąd takie przedsięwzięcia mogły kojarzyć się jedynie z  festiwalem kołobrzeskim w minionym okresie. Niezwykle ciekawa jest warstwa tekstowa z licznymi cytatami oraz wykorzystanie przemówień jako sampli. Płyta stanowi swoisty spektakl (słuchowisko?). Trochę przypomniały się moje czasy harcerstwa i drgnęła w moim sercu struna patriotyczna, kiedy wsłuchiwałem się w utwory z tej płyty. Różnorodne brzmienia, tempa i charakter świetnie oddają temetykę albumu. Tematykę poszarpanej (zszarganej?) ambicji do wolności.
MOJE PAŁERPLAJE: Godzina W, Stare Miasto, Przebicie do Śródmieścia, Czerniaków


Myslovitz - Korova Milky Bar (Sony Music, 27.05.2002)
O tym zespole i tej płycie napisano już tak wiele, że stoi przede mną trudne zadanie. W reedycji pojawiła się nawet historia jej powstania autorstwa Leszka Gnoińskiego. Dołączę do grona tych słuchaczy, którzy uważają, że właśnie ten (a nie poprzedni!) materiał pokazał szczyt możliwości muzyków. Tak w kompozycji, jak i śpiewie. Tak w aranżacji, jak i w tekstach. Zawarte w nich myśli przenoszą w klimat marazmu wokół i spojrzenia wgłąb siebie. Podane genialnie. Gitarowe brzmienie momentami ubarwione elektroniką także okazało się kluczem do sukcesu.
MOJE PAŁERPLAJE: Sprzedawcy marzeń, Wieża melancholii, Nigdy nie znajdziesz sobie przyjaciół jeśli nie będziesz taki jak wszyscy, Szklany człowiek


T.Love - Model 01 (Pomaton EMI, 05.11.2001)
Teoretycznie materiał zawiera muzykę T.Love taką, jakby można było tego oczekiwać i do jakiej wszyscy są przyzwyczajeni. Po prostu znany szyld T.Love. Jednak to tylko pozory. Kilka utworów zawartych na tej płycie dowodzi, że zespół świetnie się rozwinął i nie przestał poszukiwać nieco innego oblicza. Zarazem całość nie przekracza granicy jakiejś gruntownej zmiany kursu. Słowa napisane przez Muńka są na swoim doskonałym poziomie. Bardzo widoczne są odniesienia do współczesności, np. "samoloty" w utworze "Zły wtorek" w kontekście 11.09.01. Pozytywnym aspektem jest także lista gości, którzy brali udział w nagraniach. Otrzymaliśmy znane rockowe brzmienie z zachowaniem swojego stylu i otwartością na muzyczne smaczki. Jednocześnie.
MOJE PAŁERPLAJE: Pank is ded?, Model 01, Moje pieniądze, Nie,nie,nie


And the winner is...




czwartek, 31 grudnia 2009

Płyty dziesięciolecia - zapowiedź

Od kliku dni chodzi mi po głowie, aby w pierwszych miesiącach roku 2010 zaprezentować Szanownym Czytetlnikom kilka płyt, które w ostatnim dziesięcioleciu wywarły na mnie największe wrażenie. Kończy się rok 2009, kończy się dekada, więc można pokusić się o takie SUBIEKTYWNE(!!!) podsumowanie. Dlatego spróbuję napisać klika zdań na ten temat. Oczywiście musiałem przyjąć jakiś podział na kategorie, ponieważ nie da się zestawić razem ciężkich riffów gitar z lekkimi dźwiękami pianina. Byłoby nieuczciwie. Wymyśliłem sobie trzy równoległe kategorie:
MOCNE UDERZENIE
SOLIDNE BRZMIENIE
ŁAGODNE NUTY
W każdej z tych kategorii dodatkowo wyróżnię muzykę polską i światową. Obiecuję prezentację dobrej moim zdaniem muzyki.
To tyle słowem wstępu, proszę o cierpliwość i poczekanie na moje wpisy w tej sprawie. Nie obiecuję regularności i trzymania się jakiejkolwiek kolejności w powyżej wymienionych kategoriach. Będzie nawet ciekawiej, jeśli je wymieszam. Zapraszam do lektury.
NAJLEPSZEGO W NOWYM ROKU 2010! Jak mądrze mówi mój Szwagier - "ja wszystkim dobrze życzę zawsze, nie tylko od Święta" :-). To ja też.